Jestem nauczycielem. Realizuję autorski program Origami z wierszykami z dziećmi młodszymi.

Moje zdjęcie
Olsztyn, Warmińsko-mazurskie, Poland
nauczyciel z pasją, autor wierszy dla dziei

piątek, 23 marca 2018

Przedwiośnie

Choć w kalendarzu już wiosna,to tak naprawdę jeszcze do końca  nie zawitała. Na dworze  są już pierwsze jej oznaki, niestety trochę za mało.
Wiosny nie ma, ale na pewno jest już przedwiośnie.  W śniegu pojawiają się pierwsze kwiaty.


                                                                        Przebiśniegi
Przebiśniegi-obraz pobrany z Internetu

Kwiaty wykonane metodą origami
przez Monikę Dreger




                                        Przedwiośnie


Powoli kończy się zima,
gdzieś z dala mówią o wiośnie,
pierwsze żurawie już lecą,
to jest na pewno przedwiośnie.

Dni dłuższe i coraz cieplej,
ptaki od rana śpiewają,
przyroda ze snu się budzi,
owady z letargu wstają.

Wiosna nadchodzi powoli,
obłoki po niebie płyną,
słońce przez okna zagląda,
złe moce zimy już giną.











czwartek, 15 lutego 2018

MRÓZ




Chodzi mróz po polach,
chodzi mróz po lesie,
mrozi drzewa bielą,
szron ze sobą niesie.

Oszronił już dachy,
musnął deski płotów,
także nie oszczędził,
w parkach żywopłotów.

Sypnął szronem na szyby,
gwiazdkami je ozdobił,
także na ławkę w ogródku,
którą stolarz zrobił.


Obsypał szronem przewody,
którymi prąd płynie,
wszystkie lampy uliczne,
niczego nie ominie.






niedziela, 19 listopada 2017

Biedronka

Znalezione obrazy dla zapytania biedronka



                                                                  BIEDRONKA



                     
                    Biedronka wykonana przez Panią Monikę Dreger,
jako praca wzorcowa
                 na zajęcia  świetlicowe  "Origami - sztuka
 składania papieru".
Mała, zwinna biedronka,
z czarnymi kropeczkami,
siedzi sobie na kwiatku,
macha skrzydełkami.


Ile masz lat biedronko,
pytają ją dzieci?
Tyle samo co kropek
ma mój piękny gorsecik.












Zajęcia świetlicowe oraz kreatywne warsztaty plastyczne realizowane są z dziećmi młodszymi            w SOSW dla Dzieci Niesłyszących w Olsztynie, na podstawie programu autorskiego "Origami - sztuka składania papieru" napisanego przez nauczycielki  Monikę Dreger i Teresę Rutkowską - Wojciechowską.
Oprócz  czytania wierszy ze zrozumieniem, wykonywania prac plastycznych, przekazywane są dzieciom również wiadomości zaczerpnięte z literatury na temat omawianego tematu.

Na zajęciach o biedronce dzieci dowiedziały się, że:
1. Biedronka jest bardzo pożytecznym owadem.
2. Zamieszkuje na polach, w ogrodach, łąkach, sadach, miejskich parkach.
2. Przebywa zawsze tam, gdzie jest bardzo dużo mszyc, bo tym się żywią.
3. Dorosła biedronka zjada kilkadziesiąt mszyc dziennie.
4. Ma długość od 6 do 8 mm.
5. Ma zazwyczaj 7 kropek, w tym na każdym skrzydełku po 3 i jedną wspólną
    blisko czarnej tarczy,  która oddziela czerwone skrzydełka od  główki.






sobota, 25 lutego 2017

Sowa




Siadła sowa na drzewie,
okulary włożyła,
wzięła notes i pisze,
                               co jesień nabroiła.


Zaczęła pierwsze zdanie,
jesień porządki robi,
wszystko wokół maluje,
kolorami świat zdobi.


Zmienia barwy liści,
zielone na czerwone,
grzyby rosną po deszczu,
tak szybko, jak szalone.


Słońce leniwie świeci,
dzionki są coraz krótsze,
mysz w spiżarni się chowa,
noce są coraz dłuższe.


Każdego dnia od rana
swój kajecik rozkłada,
pisze ostrym pazurem,
nowości wciąż dokłada.


Chce zakończyć do grudnia
notatki swe spisywać,
gdy przyjdzie mroźna zima
to będzie odpoczywać.






Znalezione obrazy dla zapytania sowa










piątek, 25 listopada 2016

Bajka o psotnej kózce





Na podwórku u rolnika,
zamieszkała kozia mama,
z mężem, córką i synami,
w swej rodzinie zakochana.

Mama, koza doświadczona,
o swe dzieci bardzo dbała,
jak jeść, chodzić, być wesołym
codziennie im powtarzała.

Miała małą, śliczną córkę,
którą Zochną nazywała,
oraz snów, trochę starszych,
także męża Waldemara.

Mąż Waldemar, jak przystało,
śmieszną, kozią bródkę nosił,
po podwórku paradował,
nikogo o nic nie prosił.

Opiekował się rodziną,
czuwał nad jej bezpieczeństwem,
lecz gdy widział zagrożenie,
wykazywał się swym męstwem.

Żona dumna była z męża,
że dba o własną rodzinę
i  nad swoimi synami
trzyma twardą dyscyplinę.

Kózka Zochna, od małego,
była pupilką tatusia,
to co chciała, to robiła,
rozbrykana ich córusia.

Synowie byli posłuszni,
nie skakali, nie brykali,
robili co chciała mama,
młodszą siostrę pilnowali.

Kiedy Zochna uciekała,
na miejsce ją przyganiali,
ojciec mówił srogim głosem,
żeby się nie oddalali.

Zochna wielką psotką była,
raz ze sznurka zjadła pranie,
potem brzuszek ją rozbolał,
myślała, że będzie lanie.

Zjadła sznurek i klamerki,
także koszyk wiklinowy,
wszystko co pod ręką było,
nie brała nic do swej głowy.

Kiedyś zjadła też poduszkę,
co na płocie się wietrzyła,
pióra jak puch białe lecą,
ona się nie zasmuciła.

Mama Zochny kiwa głową,
co jej córka znów zbroiła,
więc do męża Waldemara,
tymi słowy przemówiła.

Trzeba porozmawiać z córką,
żeby się uspokoiła,
może skarcić troszkę trzeba,
aby więcej nie broiła.

I tym razem się upiekło,
ojciec swoim łbem pokiwał,
z małą,  śmieszną  kozią bródką,
złego się nie doszukiwał.

Matka ręce załamuje,
że jej córka tylko psoci,
nie chce słuchać swych rodziców,
wszystko wkoło ogołoci.

Przeskoczyła raz przez płotek,
do ogródka się dostała,
zniszczyła kilka sztachetek,
kapustą się zajadała.

Obskubała wszystkie drzewa
z kory i zielonych liści,
winogrona zaś z pergoli,
obskubała z wszystkich kiści.

Matka patrzyła z oddali,
co też robi mała kózka,
wzięła kija, by z ogródka
wygonić tego intruzka.

Stary cap stanął w obronie,
swojej córki ukochanej,
nie pozwolił skarcić córki,
uciekła więc do obórki.

Stara koza lamentuje,
jakie szkody jej zrobiła
i w tym czasie przed chałupą,
dzbanek ze śmietaną zbiła.

Szkoda dzbanka i śmietany,
sztachet w płocie,  też kapusty,
trzeba porozmawiać z Zochną,
przemówić jej w rozum pusty.

Mała kózka wysłuchała,
co jej mama powiedziała,
odwróciła się na ratce,
po podwórku poskakała.

Na wóz z sianem raz wskoczyła,
do stodoły pojechała,
przykucnęła cicho z boku,
rolnikom się przyglądała.

Tu nie zabawiła długo,
choć siano jej smakowało,
usłyszała lament mamy,
pewnie znowu jej szukano.

Mała kózka więc wróciła,
na podwórko, skąd wybyła,
gdy ją zobaczyła mama,
to się bardzo ucieszyła.

Gdzie chodziłaś córko moja,
nie oddalaj się daleko,
możesz zgubić się na dobre,
spaceruj tu niedaleko.

Żebym mogła widzieć ciebie,
bo gdy będziesz potrzebować,
tata oraz twoi bracia,
będą mogli cię ratować.

Zagrożeń wszędzie jest dużo,
przy dorosłych lepiej być,
oni zawsze cię obronią
i spokojnie możesz żyć.

Mała kózka podskoczyła,
dwa razy się obróciła,
raz na schody, raz na płotek,
jednym susem naskoczyła.

Ciągle broi mała kózka,
bracia za nią wciąż biegają,
mama z tatą ją kochają,
na wszystko jej pozwalają.

Zobaczyła raz na polu,
jakiś potwór sobie stoi,
z jedną nogą, w kapeluszu,
ale ona się nie boi.

Zochna blisko się zakradła,
by zobaczyć kto to taki,
to zwyczajny strach na wróble,
który straszy wszystkie ptaki.

W marynarkę jest ubrany
i kapelusz z dużym rondem,
na spodniach ma łaty wielkie,
może straszyć swym wyglądem.

Wszystkie ptaki uciekają,
przed strachem z tymi łatami,
mała kózka w jednej chwili
zaskoczyła go figlami.

Łapie go za rękaw długi,
w koło powolutku chodzi,
chce kapelusz z głowy zerwać,
ale jej to nie wychodzi.

Nie chce dawać za wygraną,
kilka razy więc skakała,
mała nóżka się omsknęła
i w dwóch miejscach się złamała.

Pojechała mama z kózką,
prześwietlenie jej zrobili,
złożyli złamaną nóżkę,
opatrzyli, w gips włożyli.

W łóżku leży mała kózka,
już nie psoci, już nie skacze,
boli, ciągle mówi mamie,
całymi nocami płacze.

Mała kózka myśli sobie,
gdybym starszych posłuchała,
teraz zamiast leżeć w łóżku,
po podwórku bym brykała.














sobota, 1 października 2016

Przyszła jesień do parku


        autor. Teresa Rutkowska - Wojciechowska


Jesień przyszła jak zwykle
we wrześniu o poranku,
ciepła i kolorowa,
siadła na ławce w parku.

Oglądając się wkoło
na słońce popatrzyła,
rzuciła kolorami,
na oczach park zmieniła.

Mniej jest liści zielonych,
chociaż ich nie brakuje,
są złote, brunatne, żółte,
wiatr je niesie, kołuje.

Jarzębinowe drzewko
koralami przybrała,
zebrane w baldachimy
czerwienią obsypała.

W trawie, wiewiórka ruda
żołędzie wypatrzyła,
pomyślała, że będzie
zapasy z nich robiła.

Pod drzewami kasztany
brązowe i dorodne,
z zielonych łupin patrzą,
w dni słoneczne, pogodne.

Na trawnikach dywany
z liści się rozkładają,
wrzosy z fioletu dumne,
wieczorem świerszcze grają.

Jesień ze swego dzieła
jest rada  i szczęśliwa,
za trzy miesiące przyjdzie
bielutka, mroźna zima.

                   

niedziela, 25 września 2016

Przyszedł kotek do lekarza


Przyszedł kotek do lekarza,                                                                                                   jestem chory już od rana,                                                                                                  wszystko boli mnie, powiada,                                                                                        głowa, ucho i  kolana.

Lekarz zbadał więc chorego,                                                                                      pogrążył myśli głęboko,                                                                                                  zajrzał do ucha lewego,                                                                                             popatrzył też w prawe oko.
                                                                                                    
 Kocie, nie wiem co robiłeś,                                                                                                 że choróbsko cię dopadło,                                                                                             pewnie pływałeś w jeziorze,                                                                                                   jadłeś chyba co popadło.

Lekarz wypisał receptę,                                                                                       niewątpliwie jesteś chory,                                                                                             musisz zażywać lekarstwa,                                                                                                  nie popijać coca – coli.

Nie jeść lodów orzechowych,                                                                                        wykradać z talerza mięsa,                                                                                              ciastek z cukrem nie smakować,                                                                                           nocami się nie wałęsać.

Mleko musisz pić z miseczki,
na słońcu swój grzbiet wygrzewać,
cicho skradać się za myszką
i nie wchodzić na szczyt drzewa.

Powinieneś odpoczywać,                                                                                                      nie przemęczać się, nie skakać,                                                                                     mruczeć możesz swe mruczanki,                                                                                      spać i smacznie sobie chrapać.

            Teresa Rutkowska - Wojciechowska