Jestem nauczycielem. Realizuję autorski program Origami z wierszykami z dziećmi młodszymi.

Moje zdjęcie
Olsztyn, Warmińsko-mazurskie, Poland
nauczyciel z pasją, autor wierszy dla dziei

piątek, 20 marca 2020

Zwyczaje wielkanocne



WIOSNA



Zwyczaje związane z wiosną:




1.Najbardziej znanym zwyczajem na powitanie wiosny i pożegnanie zimy jest topienie marzanny.
Obrzęd ten miał za zadanie zapewnić urodzaj w nadchodzącym roku.











  1.  Zwyczajem, trochę związanym z topieniem marzanny jest Gaik. Gaik to obchód dziewczyn, najczęściej nastolatek i małych dziewczynek, czasem można się spotkać, że także młodzi chłopcy uczestniczą w tym obchodzie. Osoby te w ręku trzymają gałązkę sosny lub całego iglaka. Z reguły jest ona przystrojona w różne wstążeczki, kwiaty, dzwonki i świecidełka. Tak ustrojone drzewko obnosi się po wsiach śpiewając przy tym piosenki. Tak naprawdę ten zwyczaj można obchodzić przy rożnych świętach.  Z reguły obchód jest odprawiany na przywitanie „nowego lata” w Zielone Świątki lub we wtorek po Wielkanocy. Czasem jednak odprawia się go zaraz po topieniu marzanny 21 marca, jako symbol powitania wiosny.


  1.    Tak naprawdę śmingus - dyngus także wywodzi się z obrządku słowiańskiego i choć dzisiaj obchodzimy go w święta wielkanocne, kiedyś był on obchodzony właśnie 21 marca i miał symbolizować pozimowe oczyszczenie ciała i duszy.



4. Podobnie jest z tradycją malowania jajek. Jajko uważano za symbol życia, a przecież     właśnie od dnia przyjścia wiosny cała przyroda miała się ożywać, dlatego też w ten dzień je malowano.

  1. Święcenie palm wielkanocnych w kościele. Poświęcone palmy zatykano je za obrazy i strojono nimi domy.
6. Zgodnie z dawnym zwyczajem prima aprilis, czyli pierwszy kwietnia, jest dniem        wzajemnego wprowadzania się w błąd, nabierania i oszukiwania dla żartu: Na prima aprilis nie wierz, bo się omylisz. Ponoć w dawnych wiekach naszej "złotej wolności"
panowie bracia potrafili w tym dniu poczęstować gościa pierogami nadziewanymi   trocinami czy kawą przyrządzoną z gliny. Wysyłano również listy ze zmyślonymi        wiadomościami, dziwaczne prezenty lub po prostu kartkę z napisem: Prima Aprilis.
  1. W pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych,  zając chodzi z koszykiem i zostawia prezenty. Przynosi słodycze i drobne upominki.











8. Kartki świąteczne. Wysyłamy do rodziny,       znajomych, przyjaciół.






***  Obrazki zaczerpnięte z Internetu.

środa, 18 marca 2020

Hej dzieciaki z mojej grupy

Aby wam się nie nudziło,  weźcie papier  kolorowy, nożyczki,  klej i zróbcie obrazek na temat wiosny, np. Bociana.

Do wykonania bociana potrzebne są koła:
- białe  o średnicy 100 mm (20 cm)    szt. 1
- białe  o średnicy 60 mm ( 6 cm) szt.1  i skrzydło
- białe o średnicy 40 mm (4 cm) na głowę
- białe o średnicy 20 mm (2 cm) szt. 6  - składamy na połowę, wsuwamy jedno koło w drugie i 
   wykonujemy szyję.
- czarne o średnicy 60 mm (6 cm) szt. 1  na skrzydło
- czarne o średnicy 40 mm (4 cm) szt. 1 na ogonek
- o średnicy 30 mm (3 cm) szt. 1 na dziób   (złożyć kilkakrotnie, aby powstał trójkąt
- na nogi czerwone prostokąty  i dwa koła o średnicy 20 mm (2 cm).
- 1 czarne z dziurkacza na oko.
- białe i czarne o średnicy 20 mm (2 cm) na piórka na głowie
- koła niebieskie na chmurki o średnicy 30 mm (3 cm).

Wszystkie koła składamy na połowę i przyklejamy na kartkę papieru.



Przeczytajcie wiersz  "Bociania rodzinka" - tekst poniżej.
Jak wykonacie  pracę plastyczną pt. "Bocian",  zróbcie foto lub skan  obrazka, i prześlijcie na mój adres e-mail: terrut11@wp.pl.
Ja wstawię wasz obrazek na  moim blogu.

Wiersz pt. Bociania rodzinka

Był sobie Alfred i Balbina,
wysoko na słupie mieszkali,
mieli swoje potomstwo,
do snu im kle-kle-klekotali.

Alfred był dobrym ojcem,
na łące łowił żabki,
karmił nimi swe dzieci,
przynosił też pokarm dla matki.

Balbina, jak każda matka,
nauki dzieciom dawała,
jak jeść, klekotać, jak fruwać,
powoli do głów im wkładała.

Małe bociany rosły,
fruwać też już umiały,
a gdy nadeszła jesień,
w nieznaną dal odleciały.
Bocian


sobota, 22 lutego 2020

Cztery pory roku. Wiersze, bajeczki, wyliczanki dla dzieci





W tej książeczce są wiersze, bajeczki 
i wyliczanki  o jesieni, zimie, wiośnie i lecie.
Razem jest ich osiemdziesiąt trzy.
Wszystkie są rymowane, łatwo wpadają w ucho 
i są łatwe do zapamiętania.
Wiele wierszy z tego zbioru  wykorzystałam na zajęciach świetlicowych z cyklu
 "Origami z wierszykami". 

                        Teresa Rutkowska - Wojciechowska

                                       





poniedziałek, 17 lutego 2020

Rymowana bajka o psotnej kózce


Bajka o psotnej kózce
autor: Teresa Rutkowska - Wojciechowska
ilustracje: Monika Dreger

Na podwórku u rolnika,
zamieszkała kozia mama,
z mężem, córką i synami,
w swej rodzinie zakochana.

Mama, koza doświadczona,
o swe dzieci bardzo dbała,
jak jeść, chodzić, być wesołym
codziennie im powtarzała.

Miała małą, śliczną córkę,
którą Zochną nazywała,
oraz snów, trochę starszych,
także męża Waldemara.

Mąż Waldemar, jak przystało,
śmieszną, kozią bródkę nosił,
po podwórku paradował,
nikogo o nic nie prosił.

Opiekował się rodziną,
czuwał nad jej bezpieczeństwem,
lecz gdy widział zagrożenie,
wykazywał się swym męstwem.



Żona dumna była z męża,
że dba o własną rodzinę
i  nad swoimi synami
trzyma twardą dyscyplinę.

Kózka Zochna, od małego,
była pupilką tatusia,
to co chciała, to robiła,
rozbrykana ich córusia.

Synowie byli posłuszni,
nie skakali, nie brykali,
robili co chciała mama,
młodszą siostrę pilnowali.

Kiedy Zochna uciekała,
na miejsce ją przyganiali,
ojciec mówił srogim głosem,
żeby się nie oddalali.

Zochna wielką psotką była,
raz ze sznurka zjadła pranie,
potem brzuszek ją rozbolał,
myślała, że będzie lanie.

Zjadła sznurek i klamerki,
także koszyk wiklinowy,
wszystko co pod ręką było,
nie brała nic do swej głowy.


Kiedyś zjadła też poduszkę,
co na płocie się wietrzyła,
pióra jak puch białe lecą,
ona się nie zasmuciła.

Mama Zochny kiwa głową,
co jej córka znów zbroiła,
więc do męża Waldemara,
tymi słowy przemówiła.

Trzeba porozmawiać z córką,
żeby się uspokoiła,
może skarcić troszkę trzeba,
aby więcej nie broiła.



I tym razem się upiekło,
ojciec swoim łbem pokiwał,
z małą,  śmieszną  kozią bródką,
złego się nie doszukiwał.

Matka ręce załamuje,
że jej córka tylko psoci,
nie chce słuchać swych rodziców,
wszystko wkoło ogołoci.

Przeskoczyła raz przez płotek,
do ogródka się dostała,
zniszczyła kilka sztachetek,
kapustą się zajadała.


Obskubała wszystkie drzewa
z kory i zielonych liści,
winogrona zaś z pergoli,
obskubała z wszystkich kiści.

Matka patrzyła z oddali,
co też robi mała kózka,
wzięła kija, by z ogródka
wygonić tego intruzka.

Stary cap stanął w obronie,
swojej córki ukochanej,
nie pozwolił skarcić córki,
uciekła więc do obórki.



Stara koza lamentuje,
jakie szkody jej zrobiła
i w tym czasie przed chałupą,
dzbanek ze śmietaną zbiła.

Szkoda dzbanka i śmietany,
sztachet w płocie,  też kapusty,
trzeba porozmawiać z Zochną,
przemówić jej w rozum pusty.

Mała kózka wysłuchała,
co jej mama powiedziała,
odwróciła się na ratce,
po podwórku poskakała.

Na wóz z sianem raz wskoczyła,
do stodoły pojechała,
przykucnęła cicho z boku,
rolnikom się przyglądała.

Tu nie zabawiła długo,
choć siano jej smakowało,
usłyszała lament mamy,
pewnie znowu jej szukano.

Mała kózka więc wróciła,
na podwórko, skąd wybyła,
gdy ją zobaczyła mama,
to się bardzo ucieszyła.

Gdzie chodziłaś córko moja,
nie oddalaj się daleko,
możesz zgubić się na dobre,
spaceruj tu niedaleko.

Żebym mogła widzieć ciebie,
bo gdy będziesz potrzebować,
tata oraz twoi bracia,
będą mogli cię ratować.

Zagrożeń wszędzie jest dużo,
przy dorosłych lepiej być,
oni zawsze cię obronią
i spokojnie możesz żyć.

Mała kózka podskoczyła,
dwa razy się obróciła,
raz na schody, raz na płotek,
jednym susem naskoczyła.

Ciągle broi mała kózka,
bracia za nią wciąż biegają,
mama z tatą ją kochają,
na wszystko jej pozwalają.

Zobaczyła raz na polu,
jakiś potwór sobie stoi,
z jedną nogą, w kapeluszu,
ale ona się nie boi.

Zochna blisko się zakradła,
by zobaczyć kto to taki,
to zwyczajny strach na wróble,
który straszy wszystkie ptaki.

W marynarkę jest ubrany
i kapelusz z dużym rondem,
na spodniach ma łaty wielkie,
może straszyć swym wyglądem.



Wszystkie ptaki uciekają,
przed strachem z tymi łatami,
mała kózka w jednej chwili
zaskoczyła go figlami.

Łapie go za rękaw długi,
w koło powolutku chodzi,
chce kapelusz z głowy zerwać,
ale jej to nie wychodzi.

Nie chce dawać za wygraną,
kilka razy więc skakała,
mała nóżka się omsknęła
i w dwóch miejscach się złamała.

Pojechała mama z kózką,
prześwietlenie jej zrobili,
złożyli złamaną nóżkę,
opatrzyli, w gips włożyli.

W łóżku leży mała kózka,
już nie psoci, już nie skacze,
boli, ciągle mówi mamie,
całymi nocami płacze.

Mała kózka myśli sobie,
gdybym starszych posłuchała,
teraz zamiast leżeć w łóżku,
po podwórku bym brykała.













poniedziałek, 10 czerwca 2019

Za kilka dni wakacje

Hej dzieciaki, już wakacje


Hej chłopaki, hej dziewczyny,
dzisiaj koniec szkoły,
wakacje się zaczynają,
każdy jest wesoły.

Przyszliśmy więc po świadectwa,
będą też nagrody
za oceny, zachowanie,
potem będą lody.

Przyrzekamy, że z obozów
będziemy czasami,
pisać listy, esemesy
do taty i mamy.

Pływać tylko tam będziemy,
gdzie są ratownicy,
po górach chodzić grupowo,
tam gdzie przewodnicy.

Samowola nie jest dobra,
o tym wiedzieć musisz, 
przepisy będziesz przestrzegać,
to złego nie skusisz.

Hej chłopaki, hej dziewczyny,
dziś szkołę żegnamy,
po wakacjach tu wrócimy
i znów się spotkamy.

Autor: Teresa Rutkowska-Wojciechowska

Podobny obraz

Wakacje

Ostatni dzwonek zadzwonił,
 książki do szafy składamy,
 wakacje się zaczynają, 
dzisiaj szkołę żegnamy.

Jeszcze tylko świadectwa,
 za dobrą naukę nagrody, 
bo lato już nadeszło, 
czas odpoczynku, przygody.

Pojedziemy nad morze, 
nad jeziora z plecakiem, 
na obozy, kolonie, rajdy,
 spływy kajakiem.

Będziemy wojażować
 po równinach i górach, 
robić filmy i zdjęcia, 
myślami bujać w chmurach.

Wakacje, hej wakacje, 
każdy dziś jest wesoły, 
wypoczęci i zdrowi, 
wrócimy znowu do szkoły.
            Autor: Teresa Rutkowska-Wojciechowska

wtorek, 9 kwietnia 2019

Sowa


                       Siadła sowa na drzewie,
okulary włożyła,
wzięła notes i pisze,
                        co jesień nabroiła.


Zaczęła pierwsze zdanie,
jesień porządki robi,
wszystko wokół maluje,
kolorami świat zdobi.


Zmienia barwy liści,
zielone na czerwone,
grzyby rosną po deszczu,
tak szybko, jak szalone.


Słońce leniwie świeci,
dzionki są coraz krótsze,
mysz w spiżarni się chowa,
noce są coraz dłuższe.


Każdego dnia od rana
swój kajecik rozkłada,
pisze ostrym pazurem,
nowości wciąż dokłada.


               Chce zakończyć do grudnia
spostrzeżenia spisywać,
gdy przyjdzie mroźna zima
to będzie odpoczywać.








wtorek, 18 grudnia 2018

Autorka również napisała

https://ridero.eu/pl/books/kwitnace_lany_rzepakowych_pol/


Kwitnące łany rzepakowych pól
             W latach 70-tych XX wieku, młoda dziewczyna z hutniczego miasta, wyjeżdża na wakacje na Mazury. Zaprzyjaźnia się ze swoim bliskim kuzynem. Kiedy przyjaźń przeradza się w miłość, nie wraca po wakacjach do domu. Rzuca szkołę, zrywa więzi z najbliższą rodziną i zostawia ukochanego. Bez pieniędzy, obarczona traumą po tragicznych wydarzeniach w rodzinnym mieście, szuka pomocy u człowieka poznanego na dworcu kolejowym